środa, 24 maja 2017

Ciąża jak choroba (pisanie książek jest prostsze), czyli zostałam mamą

Nie chodzi o to, że życie przewraca się do góry nogami. Przez te parę miesięcy człowiek zdąży przygotować się na zmiany i fakt, że jeden mały człowiek, totalnie polegający na innych we wszystkim za wyjątkiem podstawowych funkcji życiowych (jak oddychanie i wydalanie, którymi zajmuje się sam), dołączy do grona rodzinnego. Nie chodzi o rozstępy i temu podobne, bo tych nawet nie było. Nie chodzi nawet o nocne karmienia, mimo, że spać muszę (jak każdy) i lubię (jak większość). To wszystko są sprawy marginalne. Chodzi o fakt samego tworzenia powyższej istoty i jak bardzo może się to dać we znaki (i tym samym spowodować przerwę w pisaniu, na ten przykład, blogu). Napisanie sześciu książek (darmowe ebooki dostępne pod linkami po lewej stronie, nawiasem mówiąc) zajęło mniej czasu, było prostsze, przyjemniejsze i zdecydowanie mniej bolesne... 

Obraz STĄD

"Ciąża to nie choroba."

Błąd. Ciąża może przebiegać świetnie i bezproblemowo. Ale większość historii, które słyszałam od wielu, wielu kobiet (i to w różnych krajach), potwierdzają fakt, że ów "stan błogosławiony" jest JAK choroba. Osobiście czuję się, jakbym przeszła ciężką gehennę, np. raka. Mój dziadek zmarł na raka i cukrzycę, więc mam pewne porównanie. 

UWAGA: Zanim zaczniecie czytać dalej, ostrzegam, że nie jest to wesoły post i może dość skutecznie zniechęcać do produkcji potomków. Ale warto pamiętać, że ja miałam wyjątkowego pecha... Czytacie na własną odpowiedzialność. 

Hypermesis gravidarum

Hypermesis gravidarum, czyli po polsku "niewstrzemięźliwe wymioty" to przypadłość, która dotyka ok. 20% ciężarnych kobiet. Niegdyś był to jeden z głównych powodów śmierci spowodowanych ciążą; dzisiaj lekarze twierdzą, że "to wszystko jest w głowie kobiety". Na szczęście nie wszyscy; jest sporo specjalistów, którzy rozpoznają schorzenie jako niebezpieczne dla zdrowia, a nawet życia i proponują leki, które nie powstrzymują dolegliwości, ale pomagają sobie z nimi radzić. 

W moim przypadku działał głównie Ondansertron, 8mg. To lek pomagający pacjentom przechodzącym chemoterapię i cierpiącym na nudności i wymioty. 

HG to bowiem nic innego jak ciągłe nudności, zawroty głowy i wymioty. Jednocześnie. Do momentu, kiedy to w żołądku nie można utrzymać niczego, nawet wody. Taki stan wymaga natychmiastowej wizyty w szpitalu, gdzie nawadnia się organizm pacjentki dożylnie. Inaczej brak wody i spalanie tłuszczu zamiast pokarmu (3-4 ketony w moczu sygnalizują oznaki zagłodzenia - ja miałam trzy) prowadzą do zatrzymania pracy kolejnych organów, także serca. U mnie skończyło się na jednym, 24-godzinnym pobycie w przybytku "rozkoszy", gdzie wpompowano we mnie 5 kroplówek, by jakoś doprowadzić mnie do normalniejszego stanu. 

Obraz STĄD

HG trwało do 20-ego tygodnia ciąży. Wraz z przyjmowaniem dwóch rodzajów tabletek pojawiły się zaparcia. To było trochę jak próby urodzenia kamieni przez odbyt - kamieni, które w dodatku wykształciły sobie kilka par rąk, którymi usilnie broniły się przed wydostaniem na zewnątrz. Remedium była ohydna Lactulosa - na samą myśl o omdlewającym, słodkim smaku tego specyfiku czuję nawrót hypermesis gravidarum... Problem w tym, że działały tylko duże ilości. Po tym w zasadzie wymiotowało się dolną stroną ciała (górną zresztą też) - a z bólu można było przy tym wyć. Taki trening przed porodem...

Rozejście spojenia łonowego, czyli nie wiadomo co

Nie wszyscy zdają sobie sprawę z faktu, że podczas ciąży rozciąga się chrzęść w przedniej części miednicy. To takie małe ustrojstwo, które zwykle rozwleka się do 10 mm - to rozejście fizjologiczne i w normie. Kiedy mnie coś zaczęło tam boleć, konkluzja wydawała się prosta - rozeszło się więcej niż powinno. Zaczęło się od 24 tygodnia. W 27-ym byłam już w stanie poruszać się tylko o kulach. 

Na tym jednak nie koniec, nie. Okazało się, że to wcale nie było to... 6 mm i nic niezwykłego. Ortopeda doszedł w końcu do wniosku, po wielu tygodniach problemów, że to zapalenie tej pieprzonej chrzęści, a nie rozejście. Przez ostatnie dwa miesiące ciąży każdy ruch dziecka sprawiał ogromny ból. A gdy już się mały odwrócił głową w dół, wylądowałam w szpitalu, na maksymalnych środkach przeciwbólowych podawanych dożylnie. I tak jakieś 10 dni. HG wydawało się przy tym pestką i niemal życzyłam sobie, by wróciło, zamiast tego paskudnego bólu - najgorszego, jakiego kiedykolwiek doświadczyłam (i nie życzę nikomu). Co tam żołądek wychodzący przez gardło, w końcu to było do wytrzymania... 

Cukrzyca ciążowa

Zdiagnozowana w 29-tym tygodniu. Ma ją ok. 1-2% kobiet. Zaowocowało to tygodniami kłucia się w palce u rąk i mierzeniem poziomu cukru. Jeszcze nie wiem, czy sobie poszła. Okaże się w praniu. 

Cesarskie cięcie

Ha! W końcu, gdy leki już przestały działać, a ból był tak wielki, że podskakwiałam na szpitalnym łóżku, wzięto mnie na stół operacyjny i pokrojono, w celu wydobycia mojego wcześniaczka płci męskiej. Wiele kobiet preferuje cesarkę, bo wydaje się prostszym rozwiązaniem. 

Moja rekomendacja? Spróbujcie chociaż rodzić metodą tradycyjną, jeśli jesteście w stanie. Pomijam strach przed operacją (bo tym cesarka właśnie jest - przecinane są wtedy skóra, tkanka tłuszczowa, mięśniowa, macica), znieczulenie w kręgosłup itd. Po wszystkim, gdy już znieczulenie nie działa, gdy leżysz z cewnikiem i kropłowką z oksytycyny, gdy macica zaczyna się kurczyć, a ciało zaczyna rozumieć, co się stało, zaczyna boleć...

Po jednym dniu każą ci wstać. To jest spory problem - aby usiąść na łóżku, potrzeba jakieś pół godziny, a i to u wielu kończy się niepowodzeniem podczas pierwszych kilku prób. A gdy jeszcze masz problem ze spojeniem, takie próby z łatwością mogą skończyć się chodzeniem po ścianach i dwoma dniami na sali poopracyjnej, zamiast jednego. Oraz ketonalem w kroplówce. Razem z paracetamolem i pyralginą - wszystkie trzy przyjmowałam przez tydzień. Potem nie było już gdzie wbijać weflonów (po tym, jak krew wybuchła ze zrostów - jak w "Kill Bill"), więc dali doustnie... Złe wiadomości to takie, że problemy z chrzęścią łączącą kości miednicy są wskazaniem do cięcia. Bo podczas porodu może się całkiem rozejść, nawet pęknąć. A wtedy, w najlepszym przypadku, mamy do czynienia z 6-tygodniową rehabilitacją na szynach. W najgorszym - wózek inwalidzki i operacje. Taka ciekawostka. 

Zgaga

Nie znasz zgagi dopóki nie zajdziesz w ciążę. Przynajmniej ja nie znałam. Ngdy nie miałam z nią problemów. W ciąży czułam się jak smok Bazyliszek, któremu przestał działać prztyczek do zapalania gazu, a siarka ciągle podchodziła do gardła. Leżenie na prawym boku nie było opcją; w ogóle leżenia najlepiej było unikać. Pomagał jedynie Gaviscon Double Action (różowy). Na krótko. 

Ząb

Wiadomo też, że w ciąży psują się zęby. Niektóre panie, które spotkałam nazwały ubytki imionami swoich dzieci. Po niespełna 3 tygodniach w szpitalu, gdy już zeszłam (na własne życzenie) ze środków przeciwbólowych, dostałam bólu zęba. Okazało się, że pękł do kości i trzeba było wyrwać. Rezultat? Trzy szwy na dziąśle, ból jak stąd do najbliższej galaktyki (aczkolwiek i tak lepiej niż wcześniej) oraz ziejący pustką krater. Bez imienia czy nazwy. Planuję implanta. 

Morał

Morał opowieści? Są dwa. Po pierwsze, pisanie książek jest prostsze, przyjemniejsze, zajmujące mniej czasu i uszczęśliwia. Na końcu też dostaje się trzy-kilową paczkę z tomami pełnymi ciekawostek. W dodatku nie trzeba karmić ich o 3 w nocy... Po drugie, żaden idiota w Sejmie, Senacie, Białym Domu czy nawet na cholernej chmurze nie powinien mieć prawa narzucania ciąży, utrudniania dostępu do ntykoncepcji czy w ogóle zdania na ten temat. Mówiłam to wcześniej (TUTAJ) i powtarzam jeszcze raz. 

A jednak istnieje też i trzecia strona medalu: jak widnieje w tytule, zostałam mamą. Mój dzielny, zdrowy syn leży niedaleko mnie, pod kocykiem z lwem, który dostał od babci - i, ziewając, patrzy na świat ciemno-niebieskimi, prawie granatowymi oczami. I właśnie się uśmiecha. A niech diabli wezmą tą dziurę po zębie, pewnie z czasem się przyzwyczaję...

Albert Edmund


Post Scriptum

P. S. 1 Jeśli spodziewacie się, że powiem, że to wszystko "było tego warte" (chociaż było) i "zrobiłabym to jeszcze raz", to nic z tego... Jedna ciąża w zupełności mi wystarczy; przy drugiej chyba kopnęłabym w przysłowiowy kalendarz. 

P. S. 2 Z drugiej strony, po tych wszystkich przejściach chyba już nic mnie nie ruszy. Zwykły problem to już nie problem...

Obraz STĄD

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz